Single Blog Title

This is a single blog caption

Byłem, jestem i będę SZTAJFA

Rozmawiamy z Łukaszem „Sztajfą” Zakrzewskim – jednym z najbardziej bramkostrzelnych zawodników Presti.

Jak spędzasz wolny czas w czasie epidemii?

Na początku nie było zbyt wiele aktywności, ale w późniejszym etapie starałem się trzymać formę. Rower, bieganie, treningi z Wisłą Zakroczym (serdecznie pozdrawiam całą drużynę) sprawiły, że człowiek powoli wraca do normalności. Dzięki grze z Wisłą stale pracuję nad poprawą swoich piłkarskich umiejętności. Mam nadzieję, że owoce tej współpracy będziemy mogli zobaczyć już w nadchodzącym sezonie naszej Ligi.

W poprzedniej rundzie nie udało się awansować do grupy mistrzowskiej, a jaki cel stawiacie sobie na najbliższy sezon?

Podium grupy spadkowej to z pewnością cel minimalny. Myślę, że jeśli będziemy wystrzegać się głupich błędów i poprawimy komunikację na boisku mamy szansę na grupę mistrzowską. Chcemy w tym sezonie sprawić problemy najlepszym drużynom NLF.

W NLF reprezentowałeś do tej pory barwy dwóch zespołów. A więc Presti czy Rookies?

Pytanie, na które piekielnie trudno mi odpowiedzieć. Oba zespoły dały mi bardzo dużo, dzięki nim znów zacząłem kochać piłkę. Zaufano mi, a biorąc pod uwagę moje wątpliwe umiejętności piłkarskie nie było to wcale takie proste. Bardzo dziękuję obu ekipom, teraz oczywiście gramy jako Presti, więc dla tych barw daje z siebie maksa. Atmosfera w durżynie jest bardzo dobra, cały czas sie rozwijamy i mam nadzieję, że zaowocuje to już w najbliższym sezonie.

Jak mają się sprawy z twoim zdrowiem? Pytam, bo twój znak rozpoznawczy na boisku to… usztywniacz na kolano.

Rok 2011 lub 2012, dokładnie nie pamiętam. Turniej na hali w Pomiechówku. Tam po raz pierwszy, po próbie zablokowania przeciwnika, pojawił się problem z kolanem. Młodość, pewnie trochę głupota… wszystko skończyło się artroskopią i rehabilitacją która nie do końca przyniosła oczekiwany skutek. W między czasie pojawił się z problem z więzadłem krzyżowym. Tak naprawdę do pełni zdrowia nie wróciłem do dziś. Moje kuśtykanie stało się już tradycyjnym obrazkiem na NLF. Na pewno urazy sporo mnie nauczyły. Myślę, że sam teraz wiem najlepiej jak obchodzić się ze swoim ciałem.

Zauważyłem, że na placu gry najlepiej rozumiesz się z Michałem Lewandowskim. Skąd taka nić porozumienia między Wami?

Ustaliliśmy z Michałem odpowiedź na to pytanie, więc tego się trzymam… A tak na poważnie – znamy się wiele lat, chodziliśmy do jednego gimnazjum. Obaj zaczynaliśmy na słynnym „betonowym” w Modlinie – to, mimo wielu kłotni i sprzeczek, stworzyło podwaliny pod naszą relację. Michał to mój brat na boisku, a poza nim znakomity kumpel. Mam do niego wielki szacunek.

Pytanie z serii tych najtrudniejszych – koszykówka czy piłka nożna?

Fani pilki nożnej – wybaczcie. Szanuję kunszt waszego sportu, ale koszykówka zawsze będzie numerem jeden w moim sercu. Oddałem dla niej naprawdę dużo. Zdrowia, czasu i… pieniędzy.

Pytamy, bo wiemy jak bardzo kochasz basket. Dlaczego nie zostałeś profesjonalnym koszykarzem?

Zaczynałem późno, bo w wieku 18 lat. Na początku nie traktowałem koszykówki poważnie. To była czysta amatorska gra. Dopiero po kilku latach spróbowałem rywalizacji na wyższym poziomie. Zagrałem w eliminacjach Pucharu Polski 3×3 FIBA, 2-3 sezony w trzeciej lidze i kto wie, gdyby nie kontuzja, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Niestety wykluczyła ona możliwość profesjonalnej gry. Pozostały zawody amatorskie. Mimo tego, przygodę z koszykówką do dziś wspominam bardzo dobrze i na pewno jej nie żałuję.

Czy ciężko jest zmienić nawyki koszykarskie i dostosowac do warunków piłkarskich? Szczególnie futsalowych?

Wbrew pozorom w wielu aspektach te dwie dyscypliny nie różnią się tak bardzo. Liczą się podobne cechy. Bardzo ważne jest czucie przestrzeni. Myślę, że dzięki grze w kosza mam więcej spokoju na boisku piłkarskim. Z drugiej strony podczas gry w piłkę brakuje mi trochę kontroli własnego ciała.

To teraz seria pytań koszykarskich. Ulubiony gracz?

Na pewno bardzo szanuje Michalea Jordana, którego nie było dane mi oglądać na żywo. Zawodnikiem, dla którego zarywałem noce był Paul „The Truth” Pierce. Następnego dnia w szkole, powiedzmy sobie szczerze, wiele nie mogłem zdziałać 😉

Co sądzisz o bijącym ostatnio rekordy popularności serialu „The Last Dance”?

Z jednej strony kontrowersyjny, bo pojawiają się głosy, że nie wszystko wyglądało tak jak zostało w nim przedstawione. Z drugiej – to cudowny opis wspaniałej kariery Jordana i legendarnych Chicago Bulls. Kopalnia wiedzy dla młodszych pokoleń. Sam w pewnym momencie zacząłem sobie wyobrażać, że siedzę na trybunach i jestem częścią tego wspaniałego spektaklu. Każdy o tym kiedyś marzył. Każdy, kto zarywał noce i oglądał NBA. Każdy, kto pamieta „Hej, Hej tu NBA” Włodzimierza Szaranowicza. Fajnie było przypomnieć sobie tamte czasy.

Michael Jordan czy Kobe Bryant?

Wielu napisało, że nie da się jednoznacznie wybrać, bo Kobe był taką młodszą wersją Jordana. Instynkt zabójcy, plastyka ruchu, obu podziwiałem i nadal podziwiam. Niesamowici sportowcy, jedni z najlepszych koszykarzy w historii tej dyscypliny.

Pierwsze koszykarskie wspomnienie?

Może nie pierwsze, ale najważniejsze. Pierwszy wsad wykonany na pełnowymiarowy kosz. Przekroczenie pewnej granicy. Magiczna chwila, której nigdy nie zapomnę. Jeśli chodzi o piłkę pewne rzeczy też zapamiętam na zawsze. Mam naprawdę sporo radochy, kiedy udaje mi się zaskoczyć tych, którzy uważają, że nie nadaje się do tej dyscypliny. A takich sytuacji trochę już było 😉

I na koniec, wyjaśnijmy to sobie raz na zawsze. DLACZEGO SZTAJFA?

Odpowiedzi powinniśmy poszukać u mojego najstarszego brata Tomka. To była jego ksywka, a że później graliśmy razem w zespole, mnie określano jako Sztajfa JR. Można więc powiedzieć, że awansowałem. Pamiętam, że czasem trener krzyczał: „Sztajfa zmiana” i w tym momencie miał na boisku dwóch zawodników mniej… 😀

Byłem, jestem i będę SZTAJFA.

Dzięki za rozmowę!

Redagował MZ.