Single Blog Title

This is a single blog caption

Mikołajewski: nigdy nie dostałem propozycji korupcyjnej

Drugi wywiad w naszym cyklu #BezPardonu. Porozmawialiśmy z sędzią Markiem Mikołajewskim, w przeszłości arbitrem międzynarodowym, dziś gwiżdzącym w NLF.

Najbardziej szalony mecz w karierze?

Pojedynek BKS Wczorajsi – Dream Team rozegrany w czerwcu 2019 roku. Mecz był bardzo emocjonujący, rozgrywany z polotem, pełen dynamiki i zwrotów akcji, a jego losy ważyły się do ostatnich sekund. Do przerwy 3:1 prowadzili Wczorajsi. W drugiej połowie w 18’, czyli na sześć minut przed końcem meczu, Michał Turek podwyższył na 4:1. Wydawało się, że losy meczu zostały rozstrzygnięte. Wtedy ekipa Dream Teamu wycofała bramkarza i odpowiednio po bramkach w 20’ (Łukasz Zalewski), 23’ i 24’ (obie Maciej Siwek) doprowadziła do remisu 4:4. Jednak decydujący cios należał do Wczorajszych, którzy w ostatnich sekundach przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść za sprawą bramki zdobytej przez Pawła Szydlika. Wynik tego niesamowitego spotkania pozwolił drużynie BKS Wczorajsi zachować szansę na końcowe zwycięstwo w rozgrywkach NLF.

Jak doświadczenie z dużego boiska przekłada się na sędziowanie na hali?

Doświadczenie wyniesione z dużego boiska pozwoliło mi szybko odnaleźć się w futsalu. Nigdy nie miałem problemów z zarządzaniem na placu boju 22-ma zawodnikami, więc z 10-ma też sobie jakoś radzę. Przez wiele lat łączyłem sędziowanie na trawie z rozgrywkami futsalu. Najczęściej w okresie zimowym, kiedy była przerwa w rozgrywkach ligowych rozstrzygałem mecze futsalu w różnych ligach czy turniejach rozgrywanych w halach sportowych.

Czym różni się sędziowanie futsalu od tradycyjnej piłki nożnej? I która odmiana jest bardziej wymagająca?

W hali trzeba być w pełni skoncentrowanym, wszystko dzieje się w ułamku sekundy, a na trawie na podjęcie decyzji jest nieco więcej czasu. Ponadto w futsalu niemal każde rozstrzygnięcie, chociażby kierunek wznowienia piłki z autu w środkowej strefie boiska, może mieć kluczowe znaczenie dla przebiegu meczu. Na dużym boisku po wrzucie z autu ze środka boiska rzadko dochodzi do sytuacji podbramkowych.

Najwięcej czerwonych kartek w jednym meczu?

Aż 4. Miało to miejsce podczas meczu eliminacji Młodzieżowych Mistrzostw Europy U-21 Gruzja-Albania rozgrywanego na stadionie narodowym w Tbilisi przy obecności 25 tysięcy kibiców. Mecz odbywał się w Dzień Niepodległości Gruzji, a kibice na stadion wpuszczani byli podobno za darmo. Niecodzienna dla tych młodych piłkarzy atmosfera na trybunach udzieliła im się na tyle, że nie przebierali w środkach, grając bardzo ostro. Obie drużyny kończyły mecz w dziewięcioosobowych składach.

Najtrudniejsza decyzja, którą musiałeś podjąć w trakcie swojej kariery?

Przypomina mi się pewna sytuacja w klasyku Widzew-Legia w moim debiutanckim sezonie Ekstraklasy – 1997/98. W 30 minucie meczu przy wyniku 0:0 bramkarz gospodarzy Arek Onyszko w polu karnym złapał za nogi będącego w idealnej sytuacji do zdobycia bramki Jacka Magierę. Podyktowałem karnego dla gości i na domiar złego pokazałem Arkowi czerwoną kartkę za faul taktyczny. Od tej decyzji stałem się wrogiem nr 1 fanów Widzewa, którzy byli na swoim stadionie w zdecydowanej większości. Wynikało to z faktu, że przepis o bezpośredniej czerwonej kartce za tego typu przewinienie był dopiero co wprowadzony w życie i tym samym niezrozumiały dla większości osób zgromadzonych na trybunach.

Której drużynie w ekstraklasie sędziowało się najtrudniej?

Wiśle Kraków w czasach jej dominacji w rozgrywkach i zdobytego trzykrotnie z rzędu Mistrzostwa Polski w latach 2003-2005. W jej barwach występowało wówczas kilku doświadczonych zawodników, z którymi nie było lekko. Szczególnie kiedy rozgrywali mecze z niżej notowanymi drużynami, które powinny były się „same wygrać”, co nie było regułą. W NLF też nie zawsze jest łatwo i kilka drużyn zaszło sędziom za skórę 😉 Z mojego punktu widzenia na czele w tej kategorii są: Gorąco Polecam, BKS Wczorajsi, Dream Team.

Którego piłkarza zapamiętasz na zawsze ze względu na szczególną sytuację boiskową?

Adama Majewskiego – wychowanka Wisły Płock, z którym trenowałem w juniorach w jednej drużynie. Szczególna sytuacja z nim związana miała miejsce podczas meczu Ekstraklasy GKS Katowice – Legia Warszawa. Adam grał wówczas w stołecznej drużynie na pozycji środkowego pomocnika. Siłą rzeczy, gdy biegałem po diagonalnej boiska jako sędzia, często krzyżowały się nasze drogi. Podczas jednego z kontrataków Legii biegnąc blisko niego krzyknąłem: „Dawaj Adam, zobaczymy kto jest szybszy!” Finał naszego wyścigu był taki, że jeden z zawodników Legii w tym czasie zagrał piłkę do mojego „rywala”, ten gwałtownie zmienił kierunek biegu chcąc zagrać piłkę, zahaczył o moją nogę, po czym ku uciesze publiczności obaj leżeliśmy „jak dłudzy” na boisku.

Gdybyś miał wybrać, który mecz sędziować, to byłby to finał Ligi Mistrzów czy finał Mistrzostw Świata?

Oba te wydarzenia są szczytem, który osiągają tylko nieliczni. Gdybym miał wybierać to chyba jednak finał Mistrzostw Świata, który jest zwieńczeniem turnieju rozgrywanego przez miesiąc i bacznie obserwowanego przez kibiców na całym globie.

Czy w młodości chciałeś zostać piłkarzem, i dlaczego zostałeś sędzią?

Sędzią zostałem zapewne dlatego, że był nim mój Tata. Jednak jako młody chłopak uprawiałem lekkoatletykę i piłkę nożną. W lekkiej wróżono mi nawet jakąś karierę – biegałem z sukcesami na średnich dystansach. W piłkę próbowałem grać w płockiej Wiśle. Równocześnie w wieku 15 lat poszedłem na kurs sędziowski. Spodobało mi się to zajęcie na tyle, że w weekendy częściej niż granie lub siedzenie na ławce rezerwowych w juniorach Wisły wybierałem sędziowanie jako asystent meczów seniorów. Definitywnie przekonałem się co wybrać, kiedy w prezencie na 18-te urodziny Tata zabrał mnie jako sędziego asystenta na mecz ekstraklasy Motor Lublin – Zagłębie Sosnowiec.

Kto jest/ był lepszym sędzią – Mikołajewski, Mikołajewski senior, a może Mikołajewski junior?

Nie mnie oceniać. Dorobek sędziowski mojego Taty i mój jest bardzo podobny. Obaj przez 6 lat byliśmy sędziami międzynarodowymi. W ekstraklasie ja „gwizdałem” 11 sezonów, a Kazimierz o dwa więcej. Mój dwudziestoletni syn Jakub, który kontynuuje tradycje rodzinne już czwarty sezon (aktualnie sędziuje w Lidze Okręgowej i jest kandydatem do IV ligi) przekazane geny powinien mieć „sędziowsko dobre” . To co osiągnie zależy głównie od niego i włożonej pracy w samodoskonalenie. Dziadek i ja możemy mu tylko kibicować i czasami podpowiadać.

Twój wzór sędziowski to…

Na krajowym podwórku – Kazimierz Mikołajewski. Jeśli chodzi o sędziów zagranicznych – Francuz Michel Vautrot.

Czy kiedykolwiek otrzymałeś propozycję korupcyjną?

Nie i niech tak zostanie.

Co sądzisz o wprowadzeniu systemu VAR?

Nie do końca jestem zwolennikiem tego rozwiązania. Pewnie to wynika z przyzwyczajeń oraz faktu, że za moich czasów VAR-u nie było. Na pewno dziś sędziowie będący na boisku mają większy komfort psychiczny, podejmując trudne decyzje. Nie zazdroszczę za to tym kolegom, którzy siedzą w wozie VAR przed monitorem i na podstawie powtórek muszą rozstrzygać – to naprawdę w niektórych sytuacjach nie jest proste. Traci jednak na tym płynność meczu, a jak zdążyliśmy zaobserwować błędy i tak się zdarzają i są aktualnie z VAR-em dużo trudniejsze do zaakceptowania.

Czym wyróżnia się Twoim zdaniem NLF na tle innych amatorskich lig?

Wysokim poziomem sportowym prezentowanym przez występujące drużyny oraz doskonałą organizacją. Mecze są rozgrywane w nowoczesnej hali, okraszone profesjonalnym komentarzem prowadzonym przez wykwalifikowanych specjalistów, rejestrowane i publikowane w mediach społecznościowych. Na trybunach panuje przyjazna, rodzinna atmosfera. Obsługiwałem wiele podobnych lig, ale muszę przyznać, że nowodworska jest najfajniejsza.

Jak radzisz sobie w czasach kwarantanny? Tęsknisz za futbolem?

Strasznie tęsknię! W TV, poza retro piłką, nie ma czego oglądać. Staram się jednak utrzymywać w formie poprzez zajęcia fitness online, treningi biegowe czy jazdę na rowerze.

Dziękujemy za rozmowę!

Redagował Patryk Grzelak.